4 godziny i 25 minut.

3 min czytania

4 godziny i 25 minut.

Tyle dziennie spędza dziś w internecie przeciętne polskie dziecko w wieku 7–14 lat. To więcej niż nastolatki. To więcej niż dorośli. Więcej niż ktokolwiek inny w tym kraju.

15 czerwca w Sejmie zaprezentowano raport „Internet dzieci 2026". Nie jest to kolejna ankieta, w której rodzice deklarują, że „mają wszystko pod kontrolą”. To dane o tym, co dzieci naprawdę robią ze swoimi telefonami - godzina po godzinie, aplikacja po aplikacji. I właśnie dlatego jest tak druzgocący.

Przeczytajcie te liczby powoli. Każda z nich to setki tysięcy konkretnych dzieci.

➡️ 1,2 miliona dzieci w wieku 7-14 lat zetknęło się w sieci z reklamą alkoholu. Prawo zabrania kierowania takich reklam do nieletnich. W internecie ten przepis jest martwy.

➡️ 32% - czyli około miliona dzieci — miało kontakt z treściami pornograficznymi. Serwis pornograficzny jest drugim najczęściej odwiedzanym przez dzieci na telefonach. Librus jest dopiero czwarty.

➡️ 55% dzieci w wieku 7-12 lat regularnie korzysta z TikToka, Instagrama, Facebooka czy Snapchata - platform, na które formalnie nie wolno im wejść przed 13. rokiem życia. Rok temu autorzy raportu nagłośnili ten problem. Po roku debat, nagłówków i obietnic liczba ta… nie drgnęła.

➡️ 43% dzieci skorzystało już z ChatGPT. Sztuczna inteligencja stała się częścią dzieciństwa, zanim ktokolwiek zdążył dzieci nauczyć, jak z niej mądrze korzystać.

➡️ A treści edukacyjne? 1%. Jeden procent całego czasu, jaki dzieci spędzają online.

Zatrzymajmy się na chwilę przy tym ostatnim. Bo to nie jest historia o „złych telefonach". To historia o architekturze, systemie w którym żyjemy. O nieskończonym scrollu, autoodtwarzaniu, powiadomieniach i algorytmach zaprojektowanych przez najlepszych inżynierów świata po to, by przykuć uwagę dziecka i nie wypuścić jej ani na sekundę. Dziecko nie ma z tym szans. My, dorośli, często też nie mamy.

I tu pada w raporcie zdanie, które powinno zatrzymać każdego, kto liczy na proste rozwiązania: sam zakaz telefonów w szkole zmniejszy aktywność dzieci online tylko o kilkanaście procent. Bo na godziny lekcyjne przypada zaledwie 13% czasu ekranowego. Reszta dzieje się rano przed szkołą, po południu, wieczorem, w nocy. Zakaz bez edukacji i bez realnej alternatywy to plaster na ranę, która jest znacznie głębsza.

I dlatego my nie odkładamy tego problemu na „kiedyś, gdy ktoś wprowadzi przepisy”.

Jako Fundacja Enabler prowadzimy właśnie projekt w szkołach podstawowych w Redzie - dokładnie o tym. Nie o straszeniu. Nie o odbieraniu telefonów. O czymś znacznie trudniejszym i znacznie ważniejszym: o tym, żeby dziecko rozumiało, co się z nim dzieje, gdy trzyma w ręku telefon. Żeby wiedziało, że nieskończony scroll nie jest przypadkiem. Że reklama, która właśnie się pojawiła, nie znalazła się tam „ot tak”. Że potrafi powiedzieć „dość” - bo rozumie, komu i na czym zależy, żeby tego „dość” nigdy nie powiedziało.

Każda lekcja w Redzie to jedno dziecko mniej zostawione samo na samo z maszyną zaprojektowaną tak, by je przechytrzyć. I choć raport pokazuje skalę, która może odbierać nadzieję, my widzimy coś innego - widzimy, że edukacja działa, że dzieci są mądrzejsze, niż zakładają algorytmy, i że wystarczy dać im narzędzia, by zaczęły patrzeć na ekran inaczej.

Te liczby to nie wyrok. To wezwanie.

📌 Jeśli jesteś rodzicem - porozmawiaj dziś z dzieckiem. Nie o zakazach. O tym, jak działa to, z czego korzysta. 📌 Jeśli to czytasz i pomyślałeś „to ważne” - udostępnij. Serio. Jedno udostępnienie to kolejni rodzice, którzy zobaczą te liczby, zanim zobaczą je ich dzieci.

Nasze dzieci spędzają w sieci więcej czasu niż ktokolwiek z nas. Pytanie brzmi: kto je tego nauczy - my czy algorytm?

Link do pełnego raportu Internet Dzieci 2026 w komentarzu.

Reda Jakub Pilarski - Zastępca Burmistrza Redy